Baba

    O, lenistwo wspaniałe. Jakże ty miłe jesteś, ten tylko to pojmie, kto musi cię zwalczyć. I im usilniej walczy, tym droższy twój koc spokoju, piana ukojenia. Wielbię cię, szanuję, dary w hołdzie składam i, byś mnie nie opuszczało, błagam.       No dobra, dosyć tej grafomanii, miseczka sama się nie zapełni i na koncie […]

Czytaj dalej

    Dżyzys, jak ja go nienawidzę. W życiu nie miałem tak upierdliwego. Umarłego by obudził. Poprzednich też nie kochałem. Co prawda często ich nie słyszałem, ale były subtelniejsze, bardziej… wyrozumiałe. Czy nie mogłyby mnie budzić ptaki? Nie, lepiej nie, bo bym je wystrzelał. Więc co? Jakie rozwiązanie? Lepiej już ten jazgoczący budzik, przynajmniej mogę […]

Czytaj dalej

  Opowieść fantastyczna.   Osoby: Facetbuk Barba – mała, nie większa od dłoni, żyjąca na regale z książkami w pokoju Facetbuka, bohaterka kilku miniatur Kot Fantazyl – kot z fantazją   To ma być wrzesień? Godzina osiemnasta, dwadzieścia siedem stopni. Słońce wściekłe. Tuż nad wodą wisi, a jeszcze skwierczy. A tak chciałem posiedzieć sobie cichutko, […]

Czytaj dalej

  I naszło mnie. No tak mnie naszło, że szok, czyli żeszok. Po wielu pracowitych tygodniach mam trochę czasu i nabrałem ochoty na poobcowanie z pięknem. Zaglądam do internetu i masz babo placek, nic się nie dzieje. Było sporo ciekawych wydarzeń, ale przegapiłem. W muzeach sztuki nudy, filharmonia ma przerwę, opery nie lubię, knajpy z […]

Czytaj dalej

  Powierzyłem siebie fotelowi z pełną ufnością. Pod zamkniętymi powiekami zgasiłem obrazy dnia. Włączyłem piątą symfonię Czajkowskiego i wsłuchiwałem się w zmagania kompozytora z jego zmorami. Dochodzący zza okna śpiew skrzydlatych łagodził udzielający mi się nastrój obłędu mistrza. Na wewnętrznej stronie powiek pojawiło się wspomnienie: małe mieszkanko na dziesiątym piętrze, rozedrgana igła przemierzająca czarne szlaki, […]

Czytaj dalej

Tik. Tak. Tik. Tak. Tyk. Tak. Tik tak. Tyk tak. Tak tyk.   Tyktkaczy taktyk w tani takt, A tajniak tai tajny fakt. Gdzieś Chińczyk także tai Chi, Tarota Chichot stawia mi.   Raby rabin rozbrat daje, Niemy medyk wolno taje. Tany w tan, a Tantal tacet, Gdzie się podział fajny facet.   Ene due […]

Czytaj dalej

  Wiosna? Ach, to ty? Wróciłem późno i zmęczony. Zapaliłem lampkę i klapnąłem na fotel. Objął mnie czule. Zamknąłem oczy i w zaufaniu oddałem się jego przepastności. — Nareszcie w domu — mruknąłem do siebie. — Nareszcie spokój i cisza. Nie wybrzmiało mi w głowie jeszcze ostatnie słowo, gdy usłyszałem coś w rodzaju chlupania. Otworzyłem […]

Czytaj dalej

  Od kilku dni pies namolnie uprasza się o uwagę. Nie odstępuje mnie, bodzie z masłem w oczach, łasi się, zieje znacząco, podstawia się do pieszczot, chce jeść ze mną, spać ze mną, kupować, gotować, pić, wynosić śmieci, wszystko i razem. A im więcej daję jej swej uwagi, tym intensywniej domaga się jeszcze. Zacząłem się […]

Czytaj dalej

  Cisza. Siedzę w jej środku. Oczy zamknięte, plecy proste, nogi skrzyżowane, dłonie otwarte na kosmos. Przepona łonowa regularnie wypycha powietrze w górę, po barki. Rytm, powtarzalność, wyciszenie. Nie udaje mi się całkiem wyciszyć myśli. Nautilusem przemierzam umysł. Usuwam próchnicę uczuć. W ustach wciąż jeszcze smak paprykarzu z piaskiem po niedawnej zażyłości. Gdzieś w głębinach […]

Czytaj dalej

Monice   — Patrzysz na mnie mnie, czy na mnie nie mnie? — wyrwała mnie z zamyślenia Barba*. Potarła ręką czoło, potem przyjrzała się ręce, coś tam do siebie wybąkała o tłustej cerze i zanurzyła się w torbie. — A jak byś wolała? — miękkim i delikatnym głosem zadałem pytanie. — Ty mnie nie bajeruj […]

Czytaj dalej