Ablucja

 

 

― Boże! Jak mi się nic nie chce! ― Ziewnąłem i podrapałem głowę, rozglądając się wkoło.

― Żebyś ty wiedział, jak mi się nic nie chce, to byś tak nie bluźnił ― Wybełkotał zaspany Mójboże. Leżał na półce, wbijając nos w „Anioły i demony”. Poprawił się, owinął szczelniej białą szatą i zaczął nowe chrapando.

Dlaczego tak jest? Słonko coraz śmielsze, chmurki nie za duże, mrozek niedręczący… No nic tylko wyjść na spacer, do kawiarni, znajomych odwiedzić, coś popisać albo poczytać, pooglądać może nawet coś ciekawego, a tu nic, bryndza.

― Co ci jest, mój ty cudzie kochany? ― Pan Egotyk objął mnie ramieniem i uśmiechał się serdecznie.

― Wziąłbyś się za jakąś porządną robotę, a nie chodzisz i smęcisz, jak jakaś ciota nie przymierzając. ― Pan Ek miał minę człowieka patrzącego w czeluść szamba.

― O! Wypraszam sobie! Tylko nie ciota. To wspaniała mężczyzna jest i basta! ― Pan Ewka, obrażony,  splótł ręce na piersi.

― Ja to bym na niego nawet raz nie spojrzała, gdybym nie musiała. ― Prychnęła Madmu Łazel z wprawą rodowitej paryżanki.

― Podejdźmy do tego rozsądnie. ― Przybył na ratunek Pan Logizm. ― Czego ci się nie chce? Tak… dokładnie, precyzyjnie poproszę.

― Niczego, absolutnie niczego. ― Wzruszyłem ramionami.

― No i widzisz. Nie może ci się nie chcieć niczego, to nielogiczne. Mogłoby ci się nie chcieć.. no nie wiem… na przykład jeść…

― Zwariowałeś? ― Pisnęła Pani Usia. Pan Logizm nie zaszczycił jej spojrzeniem.

― Albo… seksu…

― Za dużo myślisz, Logizm. ― Powiedział Pan Ek i pokręcił głową z niedowierzaniem. ― Jak się za dużo myśli, to się głupoty zmyśla.

― To możliwe, ale tylko w bardzo ogólnym ujęciu. ― Zamyślił się Pan Orama.

― Ale co możliwe: seks czy myślenie? ― Pan Cernik ustawił się bokiem.

― Jak się za dużo myśli, to seks się nie udaje. ― Pan Chreston uniósł palec do góry.

― Jak się w czasie seksu myśli o jedzeniu, to się udaje. ― Pani Usia walczyła o uwagę dla swoich poglądów. ― Gdy myślę o tłustej, soczystej karkówce z ziemniaczkami i gęstym śmietanowym sosem, to mam orgazm natychmiast.

Po pokoju poniósł się łoskot wywracanych wielu par oczu.

― To ja tak mam, gdy myślę o przejażdżce Ferrari, hi hi. ― Pani Uchna zakryła usta dłonią.

― Mon Dieu! ― Madmu Łazel wzniosła oczy, Mójboże nie drgnął.

― Musisz przeczekać, samo ci przejdzie. ― Powiedział Pan Tarei, wycierając mokre włosy grubym ręcznikiem.

― Potrzebna ci ablucja. Bez dwóch zdań. ― Włączył się Pan Aceum.

― Właśnie wypowiedziałeś dwa zdania. ― Przyganił Pan Logizm.

― Nie bądź taki precyzyjny. To niepokojące. ― Zmieszana Pani Ka cofnęła się o krok.

― W sumie… to dobry pomysł. ― Powiedział Pan Tarei, grzebiąc w uchu pałeczką kosmetyczną.

― Oczyszczenie! No jasne! ― Zapalił się Pan Teon. ― Wiesz jak wielu wielkim to pomogło? Człowieku!

Chciał, nie chciał, poszedłem do łazienki. Coś mi mówiło, że prysznic dobrze mi zrobi. Zamknąłem drzwi, zostawiając wszystko za nimi. Rozebrałem się i spojrzałem w lustro. Cholera! – pomyślałem, ale nie wypowiedziałem na głos powodu rozdrażnienia.

― Bądź dzielny, jesteś wspaniały! ― Pan Egiryk darł się pod drzwiami.

Za plecami poczułem ruch. Odwróciłem się. Ablucja, owinięta w ręcznik, ze srebrnymi spinkami w słonecznych włosach, uśmiechała się łagodnie. Trzymając w jednym ręku miseczkę z jakąś oleistą substancją, drugą wykonała zapraszający gest w stronę prysznica. Nieco zawstydzony wszedłem do kabiny. Ablucja weszła za mną, długo szukając bezpiecznego miejsca postawiła miseczkę na półce, odwróciła mnie plecami do siebie, zdjęła ręcznik i zamknęła drzwiczki. Kątem oka dostrzegłem, jak odkręca kran. Nie zdążyłem… Strumień zimnej wody wywołał u mnie serię ruchów iście paranoicznych.

― Oj, przepraszam! ― Powiedziała Ablucja. ― Ta nowoczesność! ― Starała się zbagatelizować sytuację.

Przekręciła kran w drugą stronę i poczułem ukrop. Przyssałem się brzuchem do ściany kabiny i wyłem z bólu.

― Jasna cholera z tymi waszymi wynalazkami! ― Warknęła.

Ablucja, pochłonięta walką z kranem, nie poczuła się w obowiązku mnie przeprosić. Ustawiła wreszcie ludzką temperaturę, chwyciła mnie za ramię i pociągnęła na środek kabiny. Woda (była letnia, ale już nie dawała ekstremalnych doznań) obmywała mnie przyjemnym strumieniem. Starałem się poczuć, jak spływa ze mnie zniechęcenie, ale jakoś nie znalazłem tego uczucia. Chyba lęk przed tym, co będzie dalej, uniemożliwiał mi zrelaksowanie się.

Ablucja nałożyła na moją głowę oleistą substancję z miseczki. Odstawiła naczynie, skupiając się na tym, by naczynie się nie przewróciło. Przesuwała to w lewo, to w prawo, to trochę do przodu lub w tył, nie mogąc się zdecydować. Gdy już ustawiła miseczkę zadowalająco, zaczęła czochrać moją głowę.

― A gdzie oliwa? ― Powiedziała zdziwiona, że na głowie nie było śladu jej mikstury.

Westchnąłem.

Wzięła miseczkę ponownie, nałożyła trochę na głowę, a potem szukała bezpiecznego umiejscowienia naczynia. Muszę mówić, że powtarzała tę czynność tak długo, aż skończyła się jej oliwa? A powinienem powiedzieć, że wybiegła roztrzęsiona spod prysznica w poczuciu klęski? Tak, wybiegła.

Tak to już w życiu jest, że klęski przeradzają się w sukcesy, gdy inaczej się na nie spojrzy i da się sobie więcej czasu. Stałem pod prysznicem na tyle długo, że poczułem odświeżenie. Wytarłem się ręcznikiem, wysmarowałem olejkiem kokosowym, umyłem zęby, potem ubrałem i klapnąłem na krzesło w kuchni. Patrzyłem na czajnik. Długo. Uparcie.

― I co? Lepiej? ― Zatroskany Pan Egiryk zajrzał mi w oczy.

― Tak, zdecydowanie lepiej, bo mam ochotę na kawę. ― Powiedziałem.

― No widzisz? Miałem rację, że ablucja to dobry pomysł. ― Pan Aceum nie posiadał się z zadowolenia.

― To zrób sobie kawy. ― Pan Egiryk głaskał mnie po głowie.

― Nie chce mi się.

 

Warszawa, 29 stycznia 2017