Zapał

 Bognie

bogna

 

Jeszcze podłoga! Płyn lawendowy powinien się dobrze komponować z kadzidłem sandałowym i świecami z… z… nie pamiętam, jaki to zapach, ale powinno być dobrze. Do dwudziestej trzydzieści na pewno zdążę. Ach, kwiaty! Bym zapomniał. Wazon. Gdzie jest wazon? No tak, zapomniałem, przecież stłukł się podczas sesji zdjęciowej. W co ja włożę kwiaty? Może rozsypię? Pomyślę później, teraz podłoga.

— A gumki masz? — Pan Ek szlifował paznokcie i co jakiś czas spoglądał na mnie spode łba.

— Na kolację zaprosił, debilu — zdenerwował się Pan Egiryk.

— Ach tak! —Ek z podziwem przyglądał się swoim paznokciom.

— Ale pościel zmienił! Brawo! — zakrzyknęła Pani Uchna. — Ty, Pan Talonie, byś tego nie zrobił. Ucz się!

— On chodzi na posłane! — zaśmiała sie Pani Usia.

— A to dlatego się potem tak słania! — Madmu Łazel zrobiła minę olśnionej.

Obrus gładki, nie odporny, ładny. Talerze z zastawy gościnnej? Koniecznie. Sałatka gotowa, jeszcze mięsiwo i wino. WINO! Rety, za ciepłe! Do lodówki, na chwilkę chociaż. A co z tymi kwiatami? Może pożyczę wazon od sąsiadów? Nie, nie zdążę.

— Ja to bym róże do wazonu wstawił, a jedną wyciągnął do tanga — powiedział Banderas sącząc tequilę.

— Wstaw je do butelki po Sobieskim — zaproponował Bruce oglądając swe pokaleczone stopy.

— A ja bym dał piwo — rzucił Brudny Harry. — Zimne, bo nie ma nic gorszego niż ciepłe piwo po robocie.  — Splunął do zlewu i przypalił resztkę cygara.

— He he he, a ja dzikus jestem. Na myśl o dupie, o kobieciej dupie, wyłazi ze mnie zwierzę i nie ważne kwiatki czy wino — zaśmiał się Pacino.

— Otwórz szeroko okno. Wiatr we włosach, sztywność w portkach! — zakrzyknął Nicholson siedząc okrakiem na wysokim stołku i machając rękoma.

Spojrzałem na zegar: 20:13.

— Mało czasu, kruca bomba, mało czasu — powiedział Pan Ewka.

— To zależy na co! — zgasił Ewkę Pan Logizm.

— Co tak dziwnie pachnie? — pomyślałem. — Miało być pięknie, a tu jakiś taki smrodek się ciągnie ospale.

Zacząłem szukać źródła zapachu chodząc przygarbiony i węsząc po całym mieszkaniu. Potem na czworakach zaglądałem pod szafki i stół.

— Wilczur! —zaśmiała się Madmu Łazel.

— Pies na kobiety! — uśmiechnął się Pan Tera.

Z wyciągniętą szyją szukałem dalej.

— Pinokio!!! — Pani Usia wierzgała nogami i rechotała.

— Tylko się nie zsikaj, bo i ja popuszczę — Pani Uchna turlała się  po podłodze.

Na czworakach dotarłem do kuchni. Kuweta! No tak. Kotka nasikała i nie zagrzebała. Flejtuch!

— Szowinista! — Pani Ka była oburzona.

— Flejtucha! — poprawiłem się.

— W samą porę, będziesz żyć. — Z aprobatą kiwnął głową Pan Fobia.

Wyczyściłem kuwetę, nasypałem świeży żwirek i umyłem podłogę pod blatem. Kuweta stoi tuż przy narożniku, ale jest czysta, więc nie powinno być problemu, zostaje. Dałem kotce podwójną porcję puszkowego żarcia, żeby nie przeszkadzała podczas kolacji. Kupiłem jej nowe puszki. Drogie! Pewnie znakomita karma. Najedzona będzie spała i oto chodzi. Ułożyłem na stole serwetki, sztućce. Umyłem kieliszki do wina i szklanki do napojów. Zdążyłem! Jestem genialny!

20:43.

Ewy wciąż nie ma. WINO! Rety, prawie zamrożone! Trzeba ogrzać. Na kuchenkę! Poziom pierwszy, lekkie podgrzewanie, jak kawę lub herbatę, tylko króciutko, potem wstrząsnąć i gotowe. MIĘSO! W samą porę, jeszcze chwila a przypaliłoby się. Wyłączyłem piekarnik.

20:47.

Ewy nie ma, nie dzwoni. Ja dzwonię. Będzie za chwilkę. Uffff.

— Może byś się przebrał, pierdoło — Pan Ek kręcił głową z politowaniem.

— I zęby umyj! — zawołała Madmu Łazel, gdy wbiegałem do łazienki.

— Przepłucz usta whisky, wystarczy — powiedział Linda trzymając w ręku końcówkę prysznica, niczym kałasznikowa.

Założyłem lnianą niebieska koszulę, dżinsy i skarpety pod kolor spodni.

— Powinieneś jednak nosić bieliznę — skrzywiła się Charivari. — Mógłbyś sobie krzywdę zrobić i…

— Oj nie! — zakrzyknęła hrabina Potocka. — Nie zakładaj, to takie romantyczne!

— Ciało wysmaruj oliwą i wytrzyj do sucha ręcznikiem, koniecznie — powiedziała Dakini.

— Coś ty! — zaprotestowała hrabina. — Chcesz, by miała skojarzenia ze śliskim facetem?

— Że co? — Zdziwiona Dakini otworzyła szeroko oczy. — Nigdy nie zrozumiem świata Zachodu. — Pokręciła głową i ulotniła się w iście angielskim stylu.

Dzwonek! Ewa weszła trochę zziajana, ale z wielkim radosnym uśmiechem. Przyniosła wino.

— O! Fajnie, będziemy mieli dwie butelki win… — nie dokończyłem.

Pobiegłem do kuchni. Hmmm, trudno, będzie grzane, i tak nie jest upalnie przecież. Ale dlaczego włączony jest drugi żarnik? Wyłączyłem i kierowany złym przeczuciem zajrzałem do piekarnika. Kurrrr… nie tę gałkę przekręciłem. Mięso zmieniło kolor na bardziej ciemny. Stanąłem przy kuchence i starałem się złapać powietrze.

— Coś się stało? — zapytała Ewa zaniepokojona moim zniknięciem.

— Obawiam się, że tak. — wydukałem i spojrzałem na piekarnik.

Ewa zajrzała do środka i zaśmiała się.

— Po prostu będzie twardsze, znaczy bardziej dojrzałe, co w naszym wieku nie powinno budzić złych skojarzeń — uśmiechnęła się pięknie i objęła mnie. Mocno się pocałowaliśmy.

Ewa przerwała pocałunek nieco zaskoczona.

— Aż taki dobry jestem? — pomyślałem zachwycony.

— Czemu ta butelka z winem parzy? — zapytała zdumiona.

— Eeee, yyyy, no… eee — nie, nie wiedziałem, co mam powiedzieć.

— Ależ ty gorący facet jesteś! — Ewa wybuchnęła śmiechem i znów mnie pocałowała. — Może ja dokończę przygotowania, co?

— Będę wdzięczny, choć tak bardzo chciałem…

— Wiem. Widzę. — Musnęła mój policzek i zajęła się wszystkim.

Kolacja udała się na tyle, że dało się ją zjeść. Podczas gryzienia mięsa nie rozmawialiśmy, ale w międzyczasie dużo, szybko, o wszystkim i z wielkim zapałem. Przyglądałem się jej włosom, układowi kości policzkowych, gdyż jej twarz miała niezwykłe rysy. I ten uśmiech, wprost powalający, taki szczery, taki ciepły i radosny! Pięknie pachniała i miałem ochotę ją dotykać.

I wtedy… zobaczyłem w jej oczach to samo. Chciała dotyku. Odstawiłem kieliszek, usiadłem bliżej. Przyłożyłem dłoń do jej policzka. Cudnie gładka skóra. Potem ująłem jej twarz w dłonie i przyciągnąłem do siebie, delikatnie i stanowczo zarazem. Całowaliśmy się jak szaleni. Mało głowy nam się nie ukręciły. Ręce błądziły po ciałach szukając ciepła i nagości. Rozpalaliśmy w sobie pożądanie i tylko czekaliśmy momentu, gdy już nie będziemy się mogli opanować, gdy…

Dźwięk był okropny. Gorszy niż wyciskanie na siłę resztek keczupu z plastikowej butelki. A potem rozszedł się…

Czy wszystkie dobrze nakarmione kotki mają rozwolnienie?