Zamknąć?

zamknąć (1)

 

— Obudź się, Piotrusiu. Chodź, polatamy.

Na poduszce stał mały chłopiec, wielkości plastikowego żołnierzyka. Trzymał się za boki i patrzył na mnie przekrzywiając głowę. Podskoczył, zrobił pełny obrót w powietrzu, stanął równo na nogach i znów zakrzyknął:

— No nie śpij! Chodź polatać!

Machnął do mnie i wzleciał. Krążył przez chwilę nad moją głową.

— Rusz się! — zawołał. — Przecież możesz latać!

— Co? Ktoś ty? — wybąkałem zaspany.

— No dawaj, ruszaj się! — chłopiec podskakiwał i wzlatywał zniecierpliwiony.

Usiadłem po turecku na łóżku. Potarłem mocno oczy wierzchem dłoni.

— Ja nie umiem latać – bardziej wygdakałem, niż powiedziałem.

— Zapomniałeś? — zdziwił się malec.

— Raczej tak — zamyśliłem się. ­— Albo….

— Co ty tam mruczysz?

— Może nigdy nie latałem?

— Coś ty! — oburzył się. — Latałeś, przecież pamiętam.

Nie do końca rozumiałem, o jakie latanie mu chodziło. Kiedy byłem w podstawówce miałem sny o lataniu. Pamiętam, że stawałem na parapecie okna na dziesiątym piętrze z tornistrem na plecach, odbijałem się i… latałem! Obrałem styl żabki.

— Chodzi ci o żabkę? — zapytałem głosem i z miną osła ze Shreka (wykonanie Stuhra).

Chłopiec najpierw zdębiał, potem przekrzywił głowę i przyjrzał mi się uważnie. W końcu usiadł skrzyżnie na kołdrze, westchnął i pokiwał głową.

— Chodzi mi o swobodę, wolność, przygody. Przecież znów możesz latać.

— …

— …

— Myślisz?

— Możesz wrócić i znów latać, wiesz?

— ???

 

Obudził mnie chłód od okna. Wstałem i chwyciłem klamkę.

Zamknąć?