Światy

 

 

Siedzę w barze, blues sączy się ciepłą nostalgią z głośnika, barmanka o malutkim biuście nalewa mi whisky. Uśmiecham się, gdy uświadamiam sobie, że lubię whisky i małe piersi. Niekoniecznie razem.

− Na pewno bez lodu, coli? – pyta.

Kiwam głową. Sączę złociste zapomnienie i oddaję się ulubionemu zajęciu: patrzę na ludzi. Brak mi detektywistycznych talentów i nie wnioskuję na podstawie ubioru czy gestów, kim obserwowany jest w życiu. Zawsze chciałem być pisarzem, snuć zmyślone opowieści, więc wybieram z tłumu osoby i przypisuję im historie, które układają mi się w głowie. Pewnie nigdy nic co zmyślę nie ukaże się drukiem, czy dźwiękiem, bo po co światu jeszcze jeden pisarz. Mnie świat, w którym jestem autorem jest potrzebny, ale na odwrót? Dajmy spokój.

Moją uwagę przyciąga zachowanie kobiety w rogu. Jaka historia pasuje do niej? Najpierw przyjrzę się uważniej. Jest ładna, może nawet piękna, ale bije od niej przeciętność. Wygląda na – strzelam – dwadzieścia dwa lata. Na stoliku latte. Kciuki i oczy tylko dla kawy się uspokajają. Bardzo intensywnie żuje gumę. Czegoś się obawia. Jest sobotni wieczór, więc raczej nie o sprawy zawodowe tu idzie. Pisze do przyjaciółki na czacie. Albo rozmawia z matką. Coś obmyślają. Jakąś strategię. Rozważają warianty. Kobiety tak robią. Mówią sobie ja mu powiem to, a on odpowie to, a jeśli odpowie tak, to ja wtedy tak. Do stolika podchodzi mężczyzna. Jest wielki, około stu kilogramów wagi, dwa metry wzrostu jak nic. Bardzo dobrze ubrany, z klasą. Dziewczyna jeszcze bardziej się kurczy. Głowę spuszcza i patrzy na niego lękliwie. On siada naprzeciw. Kelnerka słucha zamówienia, odchodzi. Mówi coś do niej. Krótka, ostra wymiana zdań, cisza, znów emocje i milczenie. Dalej rozmawiają spokojniej. Wyobrażam sobie, że wyjechała na weekend ze swoim dotychczasowym chłopakiem. Podjęła decyzję o zamążpójściu za dryblasa, ale musiała zamknąć stary związek. I że pragnęła spędzić z tamtym czas  w namiętności, czułości, której nie spodziewa się doświadczyć w ramach obowiązków małżeńskich. Widzę tę parę rozchodzących się kochanków nad morzem, w hotelowym pokoju, w restauracji. Tulą się, trzymają za ręce, próżno wypatrując nadziei na wspólną przyszłość. Postanowione. Wyjaśnia potężnemu sytuację. Nie wdaje się w szczegóły, bo i po co. Wielkolud kładzie rękę na jej dłoniach, zamyka je w wielkim uścisku. Kobieta uśmiecha się nieśmiało, jakby trochę chytrze. Rozluźnia się. Mężczyzna siada obok, obejmuje. Nie jest zbyt przystojny, w geście brak serdeczności. Jest stanowczość, władczość. Ona zdobyła jego, on ją.

Stop. Słabo mi poszło, może się jeszcze rozkręcę. Opróżniam szklaneczkę.

 

Zimno wpychało się w rękawy, gdy szedłem zjeść. Z daniem dnia usiadłem przy oknie. Kątem oka zobaczyłem zamyślonego nad talerzem mężczyznę. Zerkałem na niego jedząc. Co jakiś czas brał głęboki, nienaturalny wdech. Coś przeżywał. Śmierć bliskiego? Ma około pięćdziesiątki, więc może to być rodzic. Ale równie dobrze ukochany pies, kot. Stracił pracę? A może rozstanie z kobietą? Kobieta dla pisarza to ciekawszy temat niż pies lub kariera zawodowa. Ciężko mu. Zaczynam odczuwać współczucie. Choć jego zachowanie trąci sztucznością, kupuję ten żal. Co się stało? Pomyślmy. Po kilku latach rozstał się z kobietą. Młodszą od niego, dużo młodszą. Był dla niej za stary, przestał jej wystarczać, nie chciał dzieci, ona pragnęła zostać matką. Odeszła i jest mu ciężko. Brak perspektyw na nowy związek, staje się mało atrakcyjny, za chwilę stary. Myśli, że już nigdy nie będzie szczęśliwy. Nie może jeść. Siedzi nad napoczętym obiadem, ma ściśnięty żołądek. Marzy o papierosie. Może wódce. Wstaje, zakłada płaszcz. Wychodzi. Zapala papierosa, stawia kołnierz. Chwilę stoi. Znów wzdycha, odchodzi.

 

Królestwo za kawę. I ciastko.

Idę do sieciówki. Przestronnie, cicho, ciepło. Z filiżanką, dużą lub małą, można sobie usiąść w kąciku, zaszyć się, poobserwować. Ludzi mało, nikt nie przyciąga mojej uwagi. Trudno będzie o historię. Przesiadam się, by widzieć całą salę. Jedna osoba wydaje mi się ciekawa – kobieta po czterdziestce. Emanuje z niej jakaś wewnętrzna siła i to mnie zaciekawia, może pojawić się niezła historia. Luźny strój wskazuje na pewność siebie i artystyczną duszę. Czująca swoje ciało, badająca swoje uczucia. Pod stołem dziewczęcy plecak szkolny oparty o nogę stolika. W zamyśleniu patrzy przez okno. O czym myśli? Tęskni. Zdarzyło się w jej życiu coś bardzo niezwykłego, nieoczekiwanego. Spotkała się z mężczyzną, którego znała od dawna, a który miał swój świat. On mieszka pod Warszawą, albo w innym mieście. Często z nim rozmawiała przez telefon, na czacie. Zachwycał się jej ilustracjami do książek, refleksjami pisanymi wieczorami na Facebooku, ona ceniła jego wiersze, piosenki śpiewane w klubach, sposób widzenia świata. Od lat fascynowali się sobą, ale rzadko widywali, raczej tylko przy okazji. Obiecał, że kiedyś przyjedzie i zrobił to. Naprawił zlew, oprawkę żarówki, zaparzył herbatę. Wziął córkę na spacer, a potem wspólnie poszli do sklepu, przygotowali obiad. Pomógł dziewczynce zasnąć, pilnując się bardzo, by nie wchodzić w rolę zastępczego lub potencjalnego ojca, bo choć w innym domu, z inną kobietą i dziećmi, to jednak ma ojca. Niczego nie oczekiwał od kobiety. Chciał z nią pobyć, porozmawiać, popatrzeć w oczy, wspólnie pomilczeć. Siedzieli w kuchni do późna, on pił wino, ona nie, potem pościeliła mu łóżko dla gości. Zapragnęła się z nim kochać. Ale jeśli już, to bez alkoholu, nie chce kochać się po alkoholu. Potrzebuje wiedzieć, że mężczyzna jest świadomy, uważny, skupiony na niej. A on pił. Pił, by zapomnieć o kimś i powiedział jej to. Doceniła. Nie mogła zasnąć, wsłuchiwała się w jego oddech i pieszcząc się marzyła o zbliżeniu. Było jej dobrze w tej fantazji, lecz postanowiła, że jeśli rano dostrzeże to, czego oczekuje, będą się kochać. Kilka minut po dziesiątej, gdy córkę zabrał ojciec, usiedli z kawą i patrzyli sobie w milczeniu w oczy. Był uważny, patrzył tak, jak tego pragnęła. Zauważał ją. Pragnął jej i wiedział, że ona czuje to samo. Zapytał, czy poradzi sobie ze smutkiem, tęsknotą, jeśli się pojawią. Po namyśle kiwnęła głową. Poszli do pokoju. Rozebrali się, leżeli przytuleni, głaszcząc się spokojnie. Nie spieszyli się. Nie byli pewni, co się zdarzy, może tylko przytulenie, bo świat okropny, bo życie ciężkie, bo zimno, pochmurno. A może tylko szybki numerek, bo przecież ma daleko do domu? Może ona nie da rady, nie przełamie się, ucieknie? Może nie spodoba mu się jej ciało? Wyraziła zgodę na to, co będzie. Całował ją i delikatnie pieścił. Był tak uważny na jej reakcje, że otworzyła się całkiem. Położyła głowę na jego brzuchu i z szacunkiem dotykała gotowego na nią penisa. Usłyszał, jak szepce lingam i już wiedział, co powinno się stać. Leżąc na plecach podświadomie zacisnęła uda, może bojąc się bólu, może z innego powodu, nie wiedziała. On delikatnie, ale stanowczo kolanami rozsunął jej nogi. Wtedy oddała mu się pierwszy raz. Nie bolało. Pół godziny, może więcej, to spokojnego, to namiętnego zbliżenia. Była szczęśliwa, czując go w sobie, czując zapach skóry, moc pocałunków, siłę spojrzenia. Jeszcze trzy razy kochali się, robiąc przerwy, by pobyć ze sobą, wypić herbatę, zjeść ciastka. Nie posiadł jej, jak czynili to inni mężczyźni. Nie skończył. Pozostawił przestrzeń na więcej. Była wdzięczna. Tak chciała, marzyła, żeby potraktował ją wyjątkowo i stało się. A on? Mógł się teraz kochać, bo już nie skrzywdzi ani jej, ani siebie, ani kogoś innego. Potrzebował takiego zbliżenia, zejścia się dwóch świadomych swojego Ja istot, świadomych siebie wzajemnie. Było to spotkanie kobiety i mężczyzny, połączenie energii męskiej i żeńskiej. Oboje silni i wolni. Chciał męskiego spełnienia, pragnął skończyć, ale znalazł radość w zatrzymaniu. Pożegnali się mocnym uściskiem i pocałunkiem. Teraz kobieta siedzi w kawiarni, obejmując dłońmi dużą szklankę z herbatą. Odczuwa tęsknotę, na którą wyraziła zgodę. Dzieli ich kilkadziesiąt, może setki kilometrów, dzielą ich światy. Rozmawiają codziennie, są teraz ze sobą bliżej, ale bezpiecznie daleko. Kiedy znów mnie pocałujesz? – myśli wpatrzona w okno. Już niedługo – słyszy.

Stop. Dobra historia. Tęsknota jest zawsze dobrym tematem.

 

Już miałem wyjść, gdy wyczułem jakąś nową energię, zawirowanie nawet. Do kawiarni wchodzi mężczyzna z chłopcem. Biorą soki i lody. Mały łapczywie zajada, mężczyzna często spogląda na zegarek. Rozmawiają, śmieją się, wygłupiają, ale wyczuwam zgrzyt po stronie ojca. Pewnie dziś wziął chłopca do siebie, jego dzień. Chłopiec się cieszy, potrzebuje kontaktu z nim, czekał na to dniami, a może tygodniami. Mężczyzna rozwiódł się matką malca jakiś czas temu, teraz ma swoje sprawy, swoje życie. Nie skupia się na dziecku. Może ma spotkanie z kobietą? Może interesy? Widać w nim konflikt wewnętrzny. Dziecko ufa mu, jest tu i teraz, nie analizuje, nie ocenia. Prosi o drugą porcję lodów i dostaje. Je spokojniej, macha nogami, zaczepia ojca, zwraca na siebie uwagę, przyciąga go, stara się. Chce zasłużyć na jego miłość, ma dobre stopnie, jest grzeczny, myje zęby, gra w piłkę, choć wolałby co innego. Opowiada o swoich sukcesach i szuka w oczach ojca błysku podziwu. Nie poddaje się, jest zdeterminowany, mimo że ojciec nie uważa. Chłopiec dotyka ręki ojca, przytula się, stara się skupić jego uwagę na sobie. Potrzebuje być w środku wszechświata, chce być dla niego najważniejszy, chce usłyszeć, że jest najwspanialszy na świecie, że jest wartościowy, że zasługuje na jego miłość, uwagę, że nie jest tylko fajnym chłopakiem, że jest kimś wyjątkowym. Ojciec wstaje, wita przybyłą kobietę z dzieckiem, rozmawia z nią chwilę, uzgadnia coś. Potem mówi do syna kilka zdań, przeprasza, kładzie rękę na swojej piersi, jego głowie, obiecuje, przytula, całuje w czoło, wychodzi. Chłopiec siedzi smutny, płacze. Zaciętość na twarzy świadczy, że nie podda się. Zawód boli, ale to nie koniec. Będzie walczył. Osusza twarz rękawem, przyjmuje chusteczkę od kobiety, oczyszcza nos, uśmiecha się do rówieśniczki, podaje jej rękę, wychodzą.

Poczułem ból w piersi, przejąłem się. Wychodzę. Idę na przystanek. Chcę pojechać na drugą stronę rzeki. W bocznej uliczce zwraca moją uwagę facet w płaszczu. To ten sam, którego widziałem w barze. Idzie uliczką, prawą rękę skrywa w kieszeni płaszcza, lewa dłoń przy udzie, otwarta, palce rozprostowane. Czekające? Wspominające? Wchodzi do sklepu, kupuje pieczywo, o którym potem zapomni, wędliny za dużo. Wyobrażam sobie, jak robi pomidorową, w której będzie się doszukiwał smaku z przeszłości, a że nie znajdzie, zje mało. Chciałby ją wlać do słoika, do drugiego włożyć ugotowany makaron, zapakować w torbę i powiesić na klamce, w bloku odległym wiele przecznic. Dziś wiele, kiedyś malutko. Wie, że nie może tego zrobić, nie wolno mu. Wie. Dobrze to wie. Żal mi go. Wiem, że może jeszcze poznać kogoś wyjątkowego, że może poczuć spojrzenie, które wleje mu w pierś ciepło nagłego niepokoju. Pragnie tego. A kto nie!?

− To może się stać za chwilę – mówię cicho, dodając mu w myślach otuchy.

 

W tramwaju bez trudu znajduję miejsce. Przede mną siedzi obfita kobieta z małym pieskiem na rękach. Jork albo coś takiego. Kokardka na czubku łebka, błyszcząca obroża. Mówi do niego jakieś czułe słówka, podsuwa ciasteczko. Całuje w pyszczek, oczko jedno, oczko drugie, nosiek raz i nosiek dwa, uszko lewe, uszko prawe i nosiek znów. Coś szepce, znów całuje. Pies się broni przed nadmiarem czułości, zapiera łapkami, odwraca łeb. Kobieta sadza go pyskiem do siebie, głaszcze, nie pozwala patrzeć przez okno, na innych ludzi. Znajdzie się tu historia? Pewnie niejedna, ale każda byłaby zbyt smutna. Jeśli jesteś, który jesteś, wybroń mnie od takich kobiet.

 

Przy Chmielnej znajduje się jedna z nielicznych knajp z salą dla palących. Mają tam też całkiem niezłą kawę. Zamawiam czarną i siadam sobie przy oknie, cieszę się papierosem. Obserwuję przechodniów. Głównie młodzi ludzie. Czasem odnoszę wrażenie, że to inwazja. Ludzi w moim wieku jak na lekarstwo. Z zamyślenia wyrywa mnie głos dwóch mężczyzn. Usiedli przy stoliku za moimi plecami. Lekarstwa! Panowie bliscy mi wiekiem. Muzyka nie zagłusza ich słów. Widzę ich odbicie w szybie. Jeden postawny, drugi szczupły. Rozmawiają o swoim życiu. Robią wrażenie przyjaciół od lat, może nawet szkolnych. Postawny mówi, że ma dość samotności, poznał uroczą kobietę i chce się z nią związać. Do pięćdziesiątki miał tylko znajomości trwające najwyżej rok. Żadna z pań nie nadawała się na partnerkę lub sam się wtedy nie dawał. Dopóki żył ojciec i odnosił sukcesy zawodowe, w ogóle nie myślał o dzieleniu życia z kobietą. Coraz mocniej zauważalna samotność i trudna sytuacja finansowa skłoniła do refleksji. Spotkał kobietę, z którą chce spędzać dni i noce. Nie nudzi się, nie męczy, wręcz przeciwnie, im dłużej jest z nią, tym bardziej tego chce. Mieszka u niej, choć sam ma ekskluzywne mieszkanie. Jeżdżą sobie po Polsce, czasem krótki wypad w cieplejsze rejony Europy. Jest mu dobrze. Szczupły opowiada, że, co tamten dobrze wie, przez dwadzieścia lat spełniał się w misji męża i ojca. Teraz już nie chce. Zrozumiał, że rola wolnego mężczyzny bardziej mu pasuje, jest zgodna z jego naturą. Nie żałuje, że się ożenił i wychował syna, nie żałuje ani jednego dnia z tego życia, lecz uważa, że wcześniej nie uświadamiał sobie tego i spełnił oczekiwania świata, nie swoje. Teraz jest mu dobrze. Od czasu śmierci żony spotkał wiele różnych kobiet, przy których lepiej zrozumiał siebie i swoje potrzeby. Ma jedną wielką przyjaźń, która ze zrozumieniem odnosi się do mniejszych. Zawodowo jest ustabilizowany, lecz choć robi to, co lubi, dochody są za małe, by mówić o wielkiej satysfakcji.

Dwóch mężczyzn, dwa światy. Ostatni łyk chłodnej już kawy, gaszę  papierosa. W myślach kłaniam się im, wychodzę. Mam chęć na złociste zapomnienie.

 

W irlandzkim pubie siadam przy barze, zamawiam szklaneczkę Tullamore Dew, bo jakże by inaczej w takim miejscu. Obok siedzi facet z zaciętością na twarzy. Wypija duszkiem whisky, głośno stawia puste szkło na blacie, każe sobie nalać następną kolejkę. Zaciekawia mnie. Kim może być? Sprawia wrażenie twardziela. Wojskowy, gliniarz? Chyba nie. Raczej typ kibola. Jest chamem i nie przejmuje się tym. Podporządkowuje sobie swój świat, jest w tym skuteczny i brutalny. Nie znosi braku posłuszeństwa. Ma dom, samochód i kobietę, wszystko jego, własność. Jest posiadaczem. Kobietę, uzależnioną od siebie, zdradza z żoną kolegi. To typ skurwiela, co przyjdzie do domu, zdzieli żonę w twarz, wyładuje na niej swoje frustracje, ona będzie płakać lecz kochać, bo nie zna innego życia, bo w takiej atmosferze czuje się bezpiecznie, w nocy zerżnie ją w minutę od tyłu, na boku, w piżamie i zaśnie. A rano do roboty, potem kumple, może jakaś dziwka się trafi, kto wie.

W rogu sali widzę młodą kobietę. Może tu będzie ciekawsza opowieść. Ślini palec, w pośpiechu zdejmuje obrączkę, bladość skóry zakrywa pierścionkiem. Pyta lustereczko, odpowiedź satysfakcjonuje. Przebiera palcami po blacie, nerwowo zerka na wejście. Wyobrażam sobie, że jest żoną tego skurwiela i czeka na męża kochanki. Nie, nie chowałaby obrączki. Czeka na innego mężczyznę i nie chce się przyznać, że ma dom, jest w związku. Ceni sobie partnera, bo zapewnia wikt i opierunek, ale nie samą szyneczką człowiek żyje. Mąż jest dobrym człowiekiem, czułą ciapą, dba o dzieci, spełnia jej zachcianki, kaprysy, zawozi, przywozi. Jednak ona potrzebuje być sponiewierana, dziko zerżnięta, podporządkowana. Lubi, gdy facet wydaje jej rozkazy. Takiemu odda się do bólu. Ma być brudno, ma jej kazać chodzić na smyczy, ma poniżać, ma się wpychać w każdą dziurę, oddawać innym i patrzeć.

Stop. Za ostro? Nie, to nie to, po prostu dziś nie mam ochoty na ostre bajki. Czas ruszać.

 

Podróż przez historie chcę zakończyć lżej. Na Nowym Świecie jest fajna knajpa z piwnicą. Ściany mają szkarłatny kolor, dużo miejsca w dwóch salach i jedno, intymne we wgłębieniu, tuż przy toalecie. Zwykle siadają tam zakochani. Ciekawe, czy dziś kogoś spotkam, czy znajdę inspirację.  No proszę, jest para. Dziewczyna drobna, ubrana w znoszone spodnie i trochę za luźną koszulkę. Gdyby ją uczesać i ubrać na modę lat dwudziestych czy trzydziestych XX w., miałoby się wrażenie podróży w czasie. Tasuje karty tarota. Wykłada na stolik. Patrzy uważne na układ, analizuje najpierw w myślach, potem opowiada. Gestykuluje z zaangażowaniem, wyjaśnia. On siedzi obok, słucha. Jest facetem o nietypowych rysach, ostrych, ale z wielkim pokładem łagodności w oczach. Ubrany w elegancką koszulę, kieszonkę wypycha paczka papierosów. Widać, że jest spokojny, zrównoważony, że drzemie w nim męska siła, którą kobieta może się zachwycić. Ciekawe, że mam skojarzenie z kotem, gdy mu się przyglądam. Czasem zdarzają mi się (zdawałoby się na pierwszą myśl) nieracjonalne skojarzenia, które potem okazują się zasadne. Pamiętam, że kiedy pierwszy raz powąchałem Laphroaig miałem skojarzenie z kolorem fioletowym. Potem znajomy powiedział, że zapachem troszkę przypomina gencjanę. Więc zgoda, niech będzie teraz kot. Słucha jej i myśli o czymś innym. Może o innej kobiecie? A może o sprawach zawodowych, trudno zgadnąć. Widać, że pragnie tej kobiety. W jakimś sensie go fascynuje, pociąga. Przysuwa się jeszcze bliżej, obejmuje. Dyskretnie wsuwa rękę pod koszulkę, gładzi skórę na plecach. Twarz nabiera pogodniejszych rysów, gdy dociera do jej malutkiej piersi. Ona spogląda na niego, uśmiecha się, zasłania się swetrem, by mógł ją dotykać dalej. Myślę, że są przyjaciółmi, kochankami. Widują się od czasu do czasu, dając sobie piękno i namiętność. Oboje wolnych zawodów, niezależni finansowo, jemu lepiej się powodzi. Jest konsultantem w firmie IT, ona redaktorką książek. On po rozwodzie, ale chce być sam. Mówi mało, z namysłem. Myślę, że w dzieciństwie wiele razy dostał po głowie za swoje myśli i uczynki, nauczył się żyć w skrytości pragnień i działań? Boi się oceny, więc nie zdradza się z niczym, co spowodowałoby odrzucenie. Jest kotem, niezależnym samcem, który potrzebuje kotek. Potrzebuje zdobyć i mieć w miesiącu kilka kotek, a ta jest jedną z nich. Ona zgadza się być jego kotką i nie zatrzymuje wyłącznie dla siebie. Przypatruję się im ukradkiem. Fascynują mnie. Dziewczyna go uwielbia, wwąchuje się w jego koszulę, klei się. Całuje ją namiętnie, obejmuje mocno, miętosząc pierś. Narasta w nich napięcie, iskrzy. Chcieliby się na siebie rzucić, zerwać ubrania i rżnąć się na podłodze. Szepce jej coś do ucha. Ona kiwa głową, wstaje, wchodzi do łazienki. Mężczyzna lustruje twarze klientów. Udaję, że skupiam się na smart fonie. Po chwili dołącza do niej. Nikt tego nie zauważył prócz mnie. Ludzie są zajęci sobą, rozmawiają lub są pochłonięci własnymi myślami. Po dziesięciu minutach, może mniej, wychodzą. On idzie na górę, pewnie zapalić i zamówić piwo, ona upewnia się, że ułożyła ubranie i włosy, że nie będzie śladu po szaleństwie, bada zachowanie gości. Opiera się o ścianę, uśmiecha się tajemniczo, leciutko kręci głową, jakby z niedowierzaniem. Dobrze jej. Dobrze być kotką.

Nie czekam na powrót mężczyzny i nie zmuszam się do wypicia reszty piwa, wychodzę. Piękna przygoda. Ciekawe połączenie moich fantazji i zdarzeń rzeczywistych. Niech im dobrze będzie, niech się kochają, niech pożądanie ich nie opuszcza.

 

Zaplanowałem jeszcze jedno miejsce, takie, gdzie historie nie mogą mieć ciągu dalszego. Kupuję kwiaty, trzy znicze i idąc główną aleją pozdrawiam znajomych, krewnych w stanie spoczynku. Staję przy rodzinnej mogile. Kobieta, urodzona na początku XX wieku, przeżyła wiele lat, dwie wojny, poszła za mężczyzną urodzonym trochę później i żyli długo. Czy szczęśliwie? Wszystkiego nie wiem, ale tęsknota starego mężczyzny za żoną, której byłem świadkiem, a potem uśmiech na jego martwej twarzy, wskazują na szczęście. I kobieta, co żyła za krótko. Czy była szczęśliwa? Starałem się. Czasem czuję jej obecność. Ich też. A może to tylko zmyślenie?

Tu kończy się konkretna historia, a zaczyna zupełnie inny świat. Ale pomyślmy… Przecież i tam możliwe są opowieści. Nawet, powiedziałbym, nieziemskie. To co, zaczynamy?

 

 

Warszawa, listopad 2018