Piernik w wiatraku, czyli facet na portalu randkowym

around-the-world

 

Piernik w wiatraku, czyli facet na portalu randkowym

 

 

Ile to czasu już siedzę nad tym opisem? Godzinę? Dwie? Nie wiem, ale nad treścią myślę już od miesiąca z hakiem. No bo co ja mam napisać o sobie? Jak się przedstawić? Może bardziej pasowałoby tu słowo sprzedać? Samotny na sprzedaż?

― Wiesz, co ja myślę? ― zapytał Pan Ek przerywając manicure. ― Myślę, że prędzej krowa zniesie jajo, niż ty znajdziesz tam kobietę dla siebie.

― Dzięki, właśnie tego mi było trzeba ― odpowiedziałem.

― Przecież ty tam w ogóle nie pasujesz, facet. Nie katuj się! ― Pan Ek zdmuchnął pył
z opiłowanych paznokci i napawał się ich widokiem.

― Czemu tak myślisz? ― spytałem na odczepnego dalej szukając słów.

― Ciągle siedzisz i myślisz. Myślisz, palisz i myślisz. Słowa na sznur nawlekasz i znów myślisz, myślisz, myślisz. Tam kobiety nie szukają poetów tylko braveheartów.

― Tak mówisz? ― nie zwracałem uwagi na niego.

― Jesteś jak piernik w wiatraku, wiesz? ― powiedział kręcąc głową z politowaniem.

Zastanowiło mnie to, co powiedział. Pojemne. I zabolało.

― Aż tak?

― Yhm ― dalej pielęgnował paznokcie. ― Facet, tam są ko-bie-ty!

― Kontynuuj ― odwróciłem się do niego.

― One nie szukają poetów, malarzy, kompozytorów i wszelkich innych popieprzonych wrażliwców, tylko faceta z jajami.

― Aha, miły jesteś. Dalej proszę.

― No właśnie, przestań mówić proszę, tylko chcę, pragnę, żądam.

― Okej, mów dalej.

― No! Od razu lepiej. Kobieta może sobie malować, śpiewać, tańczyć, pisać i inne takie tam fiu fiu, bo facet przynosi kasę do domu. Zapomniałeś chyba, że taki byłeś. A teraz co? Spierniczyłeś się?

― Czasami się zastanawiam, co kobiety wcześniej widziały w mężczyznach. ― Pan Talon wychynął niespodziewanie z cienia.

― Wcześniej? Znaczy kiedy? ― zapytałem

― Gdy nie było jeszcze pieniędzy ― odparł z kamienną twarzą.

― Aha. I jakie wnioski?

― To taki żart, wyluzuj.

― Aha.

― Przestań ahać, kurde! I wyłącz tego Mahlera, dżyzys! Odpal yuotube i popatrz, czego się teraz słucha. Ciężko z Tobą wytrzymać. Zacznij biegać, jeździć na rowerze, idź na siłownię, basen. Zrób z siebie ciacho! ― Pan Ek zamyślił się chwilę. ― No, może z tym ciachem
to przesadziłem, ale kierunek słuszny. Skup się na firmie. Jak znów będziesz miał kasę,
to kobiety wyczują to i nie będziesz musiał się nawet starać. Same przyjdą.

― Aha.

― Dżyzys! ― Pan Ek westchnął. ―  Przypominasz mi zafajdanego wierszokletę, który czeka rychłej śmierci, żeby wreszcie ktoś go zauważył i docenił.

― Aż tak?

― Albo i gorzej.

― Może być gorzej?

― Dżyzys! Idę, nie wytrzymam z tobą dłużej.

― Ok, pa! ― rzuciłem.

― Pa? Ja pierdolę! ― nerwy Eka były już całkiem na wierzchu, niemal ciągnął je za sobą.

― Tylko nie… ― nie zdążyłem dokończyć. Ek trzasnął drzwiami.

― Pomogę Ci ― powiedział Pan Talon.

― Niby jak?

― Napiszemy miodzio tekst, taki lep na kobity. Wiem, co chcą przeczytać, więc dostaną to, czego pragną.

― Taaaa, a potem real i tak wszystko zweryfikuje? Na co drugim profilu tak piszą.

― Bo tak jest, ale najpierw trzeba zanęcić, a potem… się wymyśli.

― Jesteś obleśnym starym podrywaczem! ― z niesmakiem w głosie odezwała się Pani Usia. ― Myślisz, że kobiety to ryby?

― Serca mają w podobnej temperaturze, a reszta ciała w zależności od męskiego portfela. ― Pan Talon okazał podenerwowanie.

― O cholera! ― Zawołał Pan Chreston. ― Która Ci tak dowaliła?

― Jakieś niepowodzonko ostatnio? ― Pani Uchna sypnęła iskrami z oczu. ― Nie u-da-ło się?

Powiedzieć, że jad sączyła obficie, to nic nie powiedzieć. Awantura wybuchła na dobre, więc wyszedłem zaparzyć sobie kawę i coś skubnąć z lodówki.

― Nie ma sensu nie wierzyć w inteligencję wszystkich. ― Hitchock stał z cygarem w ustach
i z tą samą co zawsze wyniosłością patrzył mi prosto w oczy. Na jego lewym ramieniu siedział czarny kruk. ― Walnij coś krótko, żeby zatrzęsło w posadach, a reszty pozwól się domyślić. Najlepiej odeślij do źródła.

― Myślałem i o tym, ale to jak puszenie się wyblakłymi piórami! ― zdradziłem swe obawy.

Alfred zaśmiał się serdecznie i odparł:

― No nie, język powinien być jednak zwyczajny. ― Poklepał mnie po przyjacielsku. Kruk łypnął groźnie okiem, a potem zakaszlał.

― Jakie puszenie!? ― Dali podszedł do Alfreda i wyjął mu z ust cygaro. ― Bycie śmiałym, wyzywającym i ekscentrycznym bywa trudne do wytrzymania przez innych, ale odpycha się dzięki temu ludzi nudnych i nijakich. ― Wymownie podkręcił wąsik. Tej aluzji nie sposób było nie pojąć w lot. ― Lubisz przecież prowokować i szokować, nie? I bardzo dobrze, to nadaje właściwy charakter buntowi i jednocześnie pozwala ci oddzielić kobiety ciekawe od GMO. A tak na marginesie, to cieszę się, że nie zbzikowałeś z żalu.

Było blisko, bardzo blisko ― pomyślałem. Stałem w kuchni z kawą w ręku i zastanawiałem się nad śmiałym ruchem.

― Głooooodny jestem! ― usłyszałem nagle wołanie syna. ― Zrobisz mi cooooooś?

― Sam sobie zrób! ― odkrzyknąłem poirytowany. Ja w wieku 19 lat już nie wołałem: jeść!

― Nie chce mi się, za dużo z tym roboty!

― Ja zrobię! ― usłyszałem nagle bardzo zdecydowany głos. W progu stała kobieta,
jakby z początku poprzedniego wieku! Gruba, niska, w okularach, pomarszczona twarz, włosy jasne, krótkie, zakręcone.

Spojrzała na mnie ze zdziwieniem w oczach i powiedziała szybko:

― Oj, przepraszam, pomyliłam chyba mieszkania! ― Wybiegła w pośpiechu.

Doubtfire? Nawet jeśli tak, to po co, do jasnej cholery? Jakaś aluzja?

― A wierszyk o majsterkowaniu z dzieckiem to niby przypadkiem napisałeś? ― Pan Tałyk wprawił mnie w osłupienie. Nie pierwszy i nie ostatni raz zapewne strzelił celnie.

Pozycja „słup” była niewygodna, ale wytrzymałem długo. Potem wróciłem
do komputera i zastąpiłem dotychczasowy opis na profilu czymś zupełnie nowym.

― A teraz, teraz, teraz wystarczy trochę poczekać, czekać, czkać! ― zaśpiewał Pan Tarei pod prysznicem.