Depresja

 

klatka2fcb

 

Adasiu, proszę cię, uspokój się. Już siódmą godzinę piszesz jeden akapit. Zostaw to. Odłóż telefon, wyłącz komputer. Chciałeś jeszcze coś zrobić, tak? Jaki ty dzielny jesteś, Adasiu. Ale to wszystko bez sensu, przecież wiesz. Siadaj. Daj już spokój i z pracą, i ze wszystkim. Siadaj. Posiedź sobie. I tak nie ma sensu. Wszystko jest bez sensu. A te proszki i tak ci nic nie dadzą. Po nich się tylko tyje. Nic więcej. No siadaj, siadaj. Zapal sobie. Masz tu herbatkę. Wypij. Dobra jest. Słodka. Z cytrynką. Prawda? Posiedź sobie. Tak jest dobrze. Nic nie musisz.

Znowu wstajesz? Ech, przestań. Nie dasz rady, chłopie. No przecież. A mało to razy tak było? Przypomnij sobie. No? Spokojnie, powoli. Daj sobie więcej czasu. Już? Tak? Prawda? No widzisz. Posiedź spokojnie. Zapal, zamknij oczy. Odetchnij głęboko. O czym myślisz? Nagroda? No tak, dostałeś. Ale to było dawno temu. Poza tym komu mieli dać, skoro tak mało było zgłoszeń? Nie pamiętasz? Tak było. Ja pamiętam. Ty też, tylko nie chcesz się przyznać. Złoty medal na targach? Tak, pamiętam. To było świetne. Walczyłeś dzielnie, ale gdyby tamci nie popełnili głupstwa, nie wygrałbyś. To oni spieprzyli sprawę. Ty miałeś farta. I tyle. Gdzie tu twoja zasługa? Nie ma. Wcale. Zapal sobie jeszcze. Śmiało. I zostaw ten komputer. Nic nie zdziałasz dzisiaj. No dobrze, nie wyłączaj go. Będziesz miał spokojniejsze sumienie, tak? Dobrze. Kochany Adaś.

Wiesz? Muszę ci coś szczerze powiedzieć. Tak prosto w oczy. Widzisz… To kwestia dobrego wychowania. Nikt ciebie nie ceni. Ludzie są po prostu dobrze wychowani i tyle. Myślisz, że im się podobało to, co robiłeś? Że dostawałeś od nich dowody tego? Jaki ty naiwny jesteś, Adasiu, taki kochany. Ktoś musiał robić takie rzeczy, a ty akurat byłeś pod ręka. Pracę, zlecenia dostawałeś, bo były wakaty. Takie czasy. Nie pamiętasz? No tak. I wszystko. Teraz to już raczej z przyzwyczajenia ci dają. Może z litości. Myślisz, że w czyichś oczach jesteś fachowcem, ekspertem? Weź, przestań. Z czym do ludzi, człowieku?

Kobiety tak samo. Pewnie myślisz, że jesteś wartościowym mężczyzną? Proszę, daj spokój, Adasiu. Która by cię chciała? No sam powiedz. Pomyśl. Przecież wiesz, że… Słucham? Kto? Ta z czarnymi włosami? A tak, pamiętam. Kopa lat! Ale przecież ona tylko chciała ulitować się nad tobą. Gdzie taka kobieta! No coś ty! Ona ma dziesiątki adoratorów. Obraca się w środowisku, do którego ty nie dorastasz. Ma setki znajomych. Dlaczego miałaby na ciebie zwrócić uwagę? Że niby co? No weź, przestań. Spójrz na siebie. Popatrz. Jeszcze. Dłużej. Widzisz? Tak, tak, zdawało ci się. Złudzenie. Marzyciel jesteś. I tyle. Proszę? Która tamta? Tak samo, Adasiu. Owszem, mniejszy kaliber, ale to też tylko litość. Dobrze, że nie zaangażowałeś się i spieprzyłeś sprawę. Sam byś się doprowadził do obłędu. Nie, Adasiu, dla tej kobiety też nie byłeś nikim wartościowym. No przecież. Weź, proszę cię, no gdzie! Kochała? Matko! Nie, nie kochała cię. Na pewno. To litość. Tak. Litość. Bo czyż można nie litować się nad tobą? Jesteś taki dobry, uczynny, naiwny. No i jesteś tak rozbrajająco nieudolny. Nic ci się nie udaje. No tak. Popatrz na siebie. Popatrz na swoje dokonania. Ale dokładnie się im przyjrzyj. Powiedziałam dokładnie. Jeszcze. No? Widzisz? To wszystko nic. A nawet śmieszne. Że co? Że niby jednak co? Tamto? No co ty! Skąd. Przestań. Porównaj to do osiągnięć innych. Tego, tamtego. No? Właśnie. Niczego nie osiągnąłeś. I niczego nie osiągniesz. Daj spokój. No już, ćśś. Siedź sobie spokojnie. O tak. Nic nie musisz. I tak wszystko jest bez sensu.

Masz kawę? Zaparzymy? A gdzie masz fajki? Daj, zapalimy. Nie wychodź na balkon. Zimno jest. Przeziębisz się jeszcze. Palmy w mieszkaniu. A niech śmierdzi. Jakie to ma znaczenie? Co to zmieni? No właśnie. Dawaj, palimy. Polej kawę. To co, że brudny? Kubek, to kubek. Dawaj. I włącz Mahlera. Albo nie, Czajkowski. Piąta symfonia. Koniecznie. Nie ma nic lepszego na taki nastrój jak piąta Czajkowskiego. Mahler potem. Pieśni na śmierć dzieci. Genialne dzieło. Szkoda, że po niemiecku, nie? Zasłoń okna. Słońce szkodzi skórze. Jeszcze raka dostaniesz.

Rodzina? Nie rozśmieszaj mnie. A co ty zrobiłeś dla rodziny? Nic. Taka jest prawda. Nic. Nie zasługujesz na ich miłość. Uznanie? Szacunek? Chłopie! Na to też trzeba zasłużyć. A ty nie zasługujesz. Opiekowałeś się, troszczyłeś, nie myślałeś o swoich potrzebach, tak, ale to potrafi każdy. Co tu takiego niezwykłego? Przestań. Zawiodłeś. Dlatego cię zostawili. Taka jest prawda. Zawsze zawodzisz. To ci się najlepiej udaje. Próbowali? I co z tego, że próbowali. Ale przecież nie dlatego, że ty byłeś tego wart. Albo że ciebie potrzebowali. Próbować trzeba, wypada, więc próbowali. Tak się robi i tyle. Teraz? Co teraz? Z tą kobietą? Adasiu, a coś się zmieniło? Przyjrzyj się. Uważnie! Jeszcze. No? Nic? Właśnie. I nic się nie zmieni. To tylko na chwilkę jest. Minie. A wzdychaj sobie, wzdychaj. To takie piękne…

Na co patrzysz? To tłuszczak. Nie ma czym się przejmować. Od tego się nie umiera. Lekarz? Na tłuszczaka? A, ból w piersi. Samo przejdzie. Zawsze przechodzi. A co ci lekarz pomoże? Najpierw spędzisz tydzień na badaniach, potem jakieś bzdurne zabiegi, a i tak dostaniesz przeciwbólowe. Połknij sobie coś teraz i daj spokój. Złego licho nie bierze. Nic ci nie jest. Jeszcze ludzie pomyślą, że jesteś hipochondrykiem.

Masz wódkę? Fajnie się z tobą pije. Jesteś wtedy taki cichutki. Nalej. Co tak skromnie? Polać porządnie nie umiesz? Ty trzymaj butelkę, ja naleję. Tak to się robi, widzisz? No. Pij. Ja też, ale wolniej, bo jeszcze muszę ci kilka spraw wyjaśnić. Sok? A nie ma coli? Dobra, może być sok. Z sokiem mniej robotniczo. Dolej. No ile! Przestań. Pół na pół! Bądź mężczyzną. No!

O czym myślisz? On? Nie. Nie dzwoń do niego. I nie pisz. Po co masz mu głowę zawracać. Czy on nie ma swoich problemów? Jeszcze ty mu do szczęścia jesteś potrzebny? Odpuść sobie. Nie umówi się. Nie nadajesz się do takiej roboty. Kto? A, ten. Nie sądzę, by chciał. Szkoda fatygi. I tak płacisz duże rachunki za telefon. Nie masz kasy, żeby tak szaleć. Nigdy nie miałeś. I mieć nie będziesz.

Włączę Mahlera. Co za muzyka! Jak ona drąży duszę! Wwierca się, trafia w każdy nerw. I jak cudownie ciąży. Człowiek się odpręża, nic mu się nie chce. Tylko słuchać i słuchać. Popijać i słuchać. Przenosisz się w inny świat. Świat spokoju, zaniechania. Myśli wiszą na ścianach. Bo są tylko ściany. Drzwi nie ma, okien. Żarówka słabiutka, oszczędna. Fotel wygodny albo wersalka i ta muzyka. Jest tak spokojnie. Nikt nic od ciebie nie chce. Ty niczego nie chcesz. Można słuchać i słuchać. I popijać, sączyć sobie, powoli. Zatapiać się w tej wspaniałej atmosferze. Bosko, no nie?

O, płyta się zacięła. I to w jakim fragmencie! Ale daje czadu, co? Lepiej niż wiertło dentystyczne. Już, gra dalej. Jest bezpiecznie. Połóż się, rozprostuj plecy. Zamknij oczy. Czujesz? Co za nastrój! Teraz nikt ci nic złego nie powie, jesteśmy sami. Nikt nie zadzwoni, nie przyjdzie. Pij. No nie wypada, bym sama piła. Tak się kobiet nie traktuje, wiesz przecież. Jeszcze! I znów łyczek. Śmiało! A co ci szkodzi? Co wątroba? Wytrzyma. Mało to ludzi piło i żyło długo? No, przypomnij sobie. Rzuć kilka nazwisk. Tak. Świetnie. Brawo. Lepiej? No widzisz.

Ja włączę drugą stronę płyty, a ty sobie leż. Okej. Odpręż się całkiem. Już? A teraz powtarzaj za mną: jestem do niczego. Głośniej. Tak. Teraz powiedz: nic mi się nie udaje. Dobrze. Wszystko jest bez sensu. Świetnie! Jak chcesz, to potrafisz, co? Zawiodłem wszystkich. Brawo! Zasłużyłeś na łyka. Pij. Nic mi się już nie uda. Dobrze. Odpuszczam sobie. Yhm. Nie zasługuję na miłość. Wspaniale. Życie nie ma sensu. Genialnie. Jestem z ciebie taka dumna.

Co robisz? Nie wstawaj. Nie wstawaj, mówię. Leż. Leż, kurwa, bo ci zaraz przypierdolę! Masz, kurwa, leżeć! Masz powtarzać: jestem do niczego. Powtarzaj. Mów, kurwa, bo ci zajebię. Mów! Jes-tem-do-ni-cze-go. Leż i powtarzaj. Dawaj tę głupią, cholerną mordę. Co? Za mocno ściskam? To jeszcze, kurwa, nic. Ja mogę dużo więcej. Mów: jestem do niczego. Mów, kurwa, bo ci zęby powybijam. No i masz! Sam chciałeś. Pierzyć krew, masz mówić: nic mi się nie udaje. No mów, kurwa, bo cię uduszę. Masz mówić! Nie wierzgaj mi tu, tylko mów. Mam mocniej ścisnąć? Przestań się szarpać. Spokój! Spokój. No już. Tak. Połóż się. O, tak. Już. Ćśś, już dobrze. Nie potrzebujesz tych proszków. Nic ci nie pomogą. Tylko ja ci mogę pomóc. No już. Przytulam cię. Czujesz? Już jest dobrze, bezpiecznie. Ćśś. Mój malutki. Mój kochany. Powiesz? Och, jak cudownie! Grzeczny chłopiec.

Śpisz? Zostawiłam ci wczoraj nóż na stole. Niedobry? Za mały? Za duży? Powiedz, jaki by ci odpowiadał. A sznur? Też położyłam. Przy łóżku, pamiętasz? Mocny, gruby. Wytrzyma. Ach, boisz się bólu, rozumiem. Więc z oknem daj sobie spokój. Za nisko. Bolałoby, nic więcej. Tabletki? Dobrze. Pomyślę o tym.

Śpij. Niech ci się przyśni coś fajnego. Posiedzę tu sobie cichutko. Może i ja zasnę? Na chwilkę. Hmm? Tak, zdrzemnę się. A rano zrobię kawę, jajecznicę. Usiądziemy sobie i pogadamy. Lubię cię, Adasiu. Bardzo. Wiesz? Myślę, że będę z tobą już zawsze. Do końca.