On

  Piętnaście kartonów średnich, osiem małych, dwa duże. Stoją na środku pokoju. Regały już umocowane do ściany. „Para” – jak powiedział kapitan Czerwonego Października, gdy nadszedł czas wypłynięcia w morze.       W kartonie opisanym jako literatura rosyjska jest Faulkner, Poe i Nitche. W amerykańskim Dostojewski, Rilke, płyty z fugami Bacha i wariacje Goldbergowskie. […]

Czytaj dalej

  Słońce podgrzewało popołudniowy pośpiech miasta. Powtarzało swój znój codzienny bez widocznych emocji, zupełnie jakby odwalało robotę mimochodem. Chodnik i stopy przechodniów przyłączały się do tańca falującego asfaltu, drżąc w powietrzu. Dziesiątki rąk strącały krople potu, setkami ginęły w drodze na betonowe płyty. Wiatraki klimatyzatorów, bucząc łzawo, błagały o przerwę, plastikowe meble miękły w próżnym […]

Czytaj dalej

    Wiosna w fazie młodzieńczej, ciesząca niedojrzałością, bezwstydnym rozpasaniem, zachwycająca, bezwstydna, pobudzająca jego znoszone lędźwie. Jej płody za chwilę będą wołać o jedzenie, o życie dorosłe, o prawo do zaistnienia w kręgu.       Idzie przez park, w którym dzieci biegają, krzyczą, okładają się patykami pod okiem siedzących sztywno na ławce staruszek. Czy kobiety wspominają swoją młodość? […]

Czytaj dalej

  Obudził mnie chłód. Leżałem nagi obok zawiniętej w kołdrę Beaty. Spała na boku, głęboko i spokojnie oddychając. Poznaliśmy się niedawno w moim barze. Zaczęło się jak zwykle: luźna gadka o niczym, czyli podświadomy taniec godowy, po pierwszym drinku refleksje o życiu, po drugim żal straconego czasu, po trzecim bezpośredniość. Oboje wolni, w wieku sprzyjającym pośpiechowi […]

Czytaj dalej

  I co, Panie Człowiek, Jak życie bez? Brak słonym chłodem przejmuje, gdy starasz się go objąć pocieszająco. Ujmujesz rękę i ignorujesz, Jak bardzo jest nieczuły. Bierzesz następne jest w ramiona, Z garbem pogody ducha, Zachwianą zgodą na kolejny brak. Ech, Panie Człowiek, jakie to ludzkie. Przez zdjęcie patrzysz w zaświaty, Wznosisz kieliszek czystej za […]

Czytaj dalej

    Dżyzys, jak ja go nienawidzę. W życiu nie miałem tak upierdliwego. Umarłego by obudził. Poprzednich też nie kochałem. Co prawda często ich nie słyszałem, ale były subtelniejsze, bardziej… wyrozumiałe. Czy nie mogłyby mnie budzić ptaki? Nie, lepiej nie, bo bym je wystrzelał. Więc co? Jakie rozwiązanie? Lepiej już ten jazgoczący budzik, przynajmniej mogę […]

Czytaj dalej

  Pomyślałem, że nocny spacer po mieście dobrze mi zrobi. Zmęczenie po całym dniu pracy zwiotczyło mi kolana, zgarbiło. Koniec maratonu nagrań sprawił, że nie miałem siły siąść za kierownicą. Szedłem Alejami Jerozolimskimi w kierunku Wisły. Ocalone z wojennej i komunistycznej pożogi kamienice łagodziły szczypanie podrażnionych oczu. Szkoda, że nie odbudowano miasta takim, jakie było – […]

Czytaj dalej

  1 Przytulność kawiarni rozleniwiła go. Dobre espresso ogrzewało duszę, przez szybę słońce przyjemnie łechtało skórę. Patrząc na zatłoczoną ulicę w centrum Lublina, uświadomił sobie, jak bardzo nie chce wracać do domu. Wyjął smartfona, w Google Maps obejrzał okolicę. Wioska Okuninka! Ile to lat? Dwadzieścia? Trzydzieści? Więcej? Powiedzmy… o wyraźne zakola, dwa małżeństwa i kilka […]

Czytaj dalej

          ― Boże! Jak mi się nic nie chce! ― Ziewnąłem i podrapałem głowę, rozglądając się wkoło.       ― Żebyś ty wiedział, jak mi się nic nie chce, to byś tak nie bluźnił ― Wybełkotał zaspany Mójboże. Leżał na półce, wbijając nos w „Anioły i demony”. Poprawił się, owinął szczelniej białą […]

Czytaj dalej

  Zziębnięty, walczący z wiatrem, chroniący oczy przed łupieżem grudnia – dzień odchodził w pośpiechu. Zmierzch zapalił lampę nad kuchennym stołem, grzał dłonie o kaloryfer, wstawił wodę na herbatę. Z postanowieniem o konieczności uprzątnięcia kuchni i zastanowienia się nad przyszłością, usiadłem przy stole. Dopiero początek miesiąca, a wszystko idzie jak po grudzie. Strach myśleć, co przyniesie […]

Czytaj dalej