Bez kategorii

  Ciekawe, czy wszyscy odwiedzający zauważyli, że słońce w Tu jest zawsze spowite. W Tam rzadko, trzeba być bardzo uważnym, żeby to spostrzec. Nie chodzi o chmury, bo te zawsze uczynią słońce bezradnym, raczej o niedomówienie w istnieniu. W Tu świeci inaczej. Grzeje i ciało, i duszę, ale nie dociera na dno serc. Przed Tu jest pełne, […]

Czytaj dalej

  Drobniutki śnieg chłonął świąteczną iluminację miasta. Teraz każdy może zostawić ślad. Zostawiam.         − Dzwoniłeś wczoraj do mnie?       − Tak. Było zajęte. Długo.       − Coś się stało? Późno dzwoniłeś.       − Było mi smutno. Potrzebowałem ciebie. Nie oddzwoniłaś.         Wnikam w zimę, przesiąkam ją, zamrażam. Steruję […]

Czytaj dalej

    Trzeci miesiąc upałów. Ósma rano a skwar nie do zniesienia. W południe miasto zacznie gnić. Świat zmierza ku zagładzie. Dla zysku potężnych koncernów ziemia przestanie istnieć. Czy w obliczu nadchodzącej katastrofy jakiekolwiek normy moralne są ważne? Czym jest człowieczeństwo w takiej sytuacji?       Wczoraj odebrali mu śledztwo dotyczące dodawania do żywności szkodliwej substancji, wywołującej określone objawy […]

Czytaj dalej

  Słońce podgrzewało popołudniowy pośpiech miasta. Powtarzało swój znój codzienny bez widocznych emocji, zupełnie jakby odwalało robotę mimochodem. Chodnik i stopy przechodniów przyłączały się do tańca falującego asfaltu, drżąc w powietrzu. Dziesiątki rąk strącały krople potu, setkami ginęły w drodze na betonowe płyty. Wiatraki klimatyzatorów, bucząc łzawo, błagały o przerwę, plastikowe meble miękły w próżnym […]

Czytaj dalej

    Każdego dnia słońce skacze coraz wyżej i szybciej. Gdy wstaję, wisi sobie spokojnie nad drzewami, a już przy pierwszej kawie jest nieco wyżej. Przy drugiej skraca cień klonu, zsyła ciepły wiatr. Nie widać, żeby płynęło, wspinało się mozolnie, widać skoki. Więc gdy wychodzę spod prysznica, widzę, że wskoczyło wyżej, a gdy stoję na dworcu, […]

Czytaj dalej

  Zdumiewająca jest niemoc słońca względem chmur. Panująca od miesiąca szaruga zlizuje kontury, tnie wieżowce, pożera drzewa. A dziś Wigilia. Aluminiowa w kolorze i smaku. Która to z kolei bez śniegu? Nie liczyłem, ale dawno nie było biało na święta. Padający czwarty dzień deszcz wypłukał ze mnie radość i nadzieję. Kolejny grudzień wcisnął głębiej zadrę […]

Czytaj dalej

  I co, Panie Człowiek, Jak życie bez? Brak słonym chłodem przejmuje, gdy starasz się go objąć pocieszająco. Ujmujesz rękę i ignorujesz, Jak bardzo jest nieczuły. Bierzesz następne jest w ramiona, Z garbem pogody ducha, Zachwianą zgodą na kolejny brak. Ech, Panie Człowiek, jakie to ludzkie. Przez zdjęcie patrzysz w zaświaty, Wznosisz kieliszek czystej za […]

Czytaj dalej

  Poetą się bywa, tak? No to postanowiłem pobyć i napisałem wiersz:   KOLEKCJONER   W sednie codzienności Przechodząc w pośpiechu Zauważyłem Siedziała Brudna Obszarpana Z siniakami Przezroczysta Miłość Czekając Końca Szansy Zapałki Potopu Ktoś wyrzucił Z domu Pędzącego auta Może sama odeszła Stara Niemodna Niepotrzebna Przeszkadzająca Zaniosłem do domu Ułożyłem na parapecie Przy oknie […]

Czytaj dalej

  Zziębnięty, walczący z wiatrem, chroniący oczy przed łupieżem grudnia – dzień odchodził w pośpiechu. Zmierzch zapalił lampę nad kuchennym stołem, grzał dłonie o kaloryfer, wstawił wodę na herbatę. Z postanowieniem o konieczności uprzątnięcia kuchni i zastanowienia się nad przyszłością, usiadłem przy stole. Dopiero początek miesiąca, a wszystko idzie jak po grudzie. Strach myśleć, co przyniesie […]

Czytaj dalej

  Trach! Poczułem to. Spieszę się, więc muszę podjąć decyzję szybko. Podjąłem. Ściągam buty, wyciągam z szuflady inną parę skarpetek. Już mam zdjąć tę z dziurą, serce mi mięknie. Mam wyrzucić? Ale co konkretnie? Dziurę, czy skarpetkę z dziurą? W dawnych czasach nie wyrzucało się skarpetek. Znaczy też, ale nie z powodu jednej dziury. Wtedy […]

Czytaj dalej